Second Life (Second Live) - kilka porad..

23 czerwca 2007, 13:41:20 Kategoria: Second Life

Zainteresowany sporą oglądalnością wpisów dot. Second Life, póki jeszcze pamiętam, podam kilka przydatnych porad dot. tej gry. Po pierwsze, jak szukacie czegoś w internecie na temat Second Life to nie wpisujcie w googlach Second Live. Byłem mocno zdziwiony jak wiele ludzi myli te terminy. Druga sprawa, kluczowa przeważnie na samym początku, to starajcie się zarejestrować swoje dane dot. płatności, czyli jednym słowem aktywujcie swoją karte kredytową w pierwszych etapach rejestracji. Dlaczego ? Ano dlatego, że mimo że na stronach wszędzie trąbią o tym że członkostwo jest darmowe, to SL często szufladkują ludzi na tych co mają aktywowane płatności i nie. Nie mając aktywowanych płatności, nie możesz np. zbierać pieniędzy na tzw. Money Tree. Nie możesz logować się na oficjalne forum, na którym jest wiele użytecznych porad na temat samej gry oraz wiele innych niedogodności. Aktywowanie karty na samym początku zasili wasze konto 250 L na start. Jeśli szukacie miejsc w którym są np. darmowe ciuchy, włosy itd.. to wpisujcie w wyszukiwarce miejsc np. "Freebie store" "Freebies" "Free stuff" "Free clothes" "Free penis" :D :D :D i tym podobne. Zazwyczaj miejsca w których jest coś za darmo ( a jest takich miejsc masa) są nazywane z słówkiem "Free" w wyszukiwarce. Kolejna sprawa to praca. Kokosów za nią nie dostaniecie, ale na początek kilka Lindenów wystarczy. Najlepiej jej szukać pytając ludzi którzy już dłużej grają w SL. Większość z nich napewno wskaże wam odpowiednie miejsce. Możecie też próbować wpisywać w wyszukiwarce miejsc ("Search places") : "job" "free lindens" "camping chairs" "money tree". Kolejna sprawa to awarie techniczne, problemy z zalogowaniem its. Ludzie.. Zawsze śledźcie oficjalnego bloga second life. Zawsze każda awaria, każdy problem dot. świata w second life jest opisywany właśnie tam. Zanim zaczniecie pisać w komentarzach że się nie możecie zalogować, zerknijcie w to miejsce.. Następna sprawa to własny unikalny wygląd. Możecie zrobić sobie np. własną twarz z waszego zdjęcia, jednak wymaga to wielkiego nakładu pracy. Wszystko jest opisane na zamkniętych forach second life... To chyba tyle jak narazie. Myśle że niedługo znów trochę pogram w tą grę to podziele się z wami kolejnymi poradami.. Powodzenia. Poniżej ponownie przydatne linki.

Komentarze  88 komentarzy  Trackback  Trackback

Sprowadzanie oprogramowania z USA

20 czerwca 2007, 23:02:26 Kategoria: Ogólne , Oprogramowanie

Czy ktoś wie jak to jest ? Mamy następującą sytuacje. Adobe Fireworks CS3 w Stanach kosztuje ok 300$ co daje nam ok 900 zł po przeliczeniu tego na polskie. Obecnie nawet mniej. Mamy teraz Polskę gdzie ten sam produkt kosztuje prawie 1000 zł więcej (!!!). Czy mogę np. załatwić z kuzynem kupno tego oprogramowania w USA, potem jego transport tutaj i jego dalsze późniejsze LEGALNE użytkowanie? Czy tak można , czy jest to jednak nielegalne.. Bo szlak człowieka trafia jak ma taką możliwość a ma przepłacać cały 1000 zł. To już nie są małe pieniądze..., więc po co je wydawać.. Przecież nóż sie w kieszeni otwiera na samą myśl o porównania obu cen... Ma ktoś jakieś doświadczenia dot. sprowadzania oprogramowania z USA ? Jeśli tak to piszcie... bo strasznie mnie nurtuje ten problem..

Komentarze  19 komentarzy  Trackback  Trackback

Totalny bajzel

20 czerwca 2007, 00:30:02 Kategoria: Ogólne

Tak, w dwóch słowach można nazwać stan w jakim znalazłem się ja oraz wszystko co przy mnie, po pewnej zmianie w życiu osobistym. Jak kiedyś jeszcze od czasu do czasu coś sprzątałem to teraz na moim biurku obok pestek od czereśni walają się zaschnięte łyżeczki, niemyte kufle od piwa i puste puszki. Na około mnie dziesiątki ubrań które nie sprzątane leżą chyba od tygodnia.Łóżko jak zostawiam je rano, tak identycznie wygląda wieczorem. Zacząłem prowadzić dziwny tryb życia. W pracy siedze często po godzinach. Potem zazwyczaj nie radze sobie z pustką wieczorami, najczęściej ide pić. Wracam uhahany liczeniem gwiazd na kostce przed domem o pierwszej w nocy i o 5 nad ranem budze się uświadamiając sobie że wogóle się nie myłem, tylko zasnąłem w ubraniu. Za kilka dni sesja a ja na kilkanaście przedmiotów mam zrobione bodajże dwa góra trzy.NIedokończone zlecenia leżą odłogiem. Swoją drogą nie pamiętam żeby moje życie sie tak strasznie zmieniło. Totalna porażka. Ale są też plusy. Odnowione kontakty,czasami dziwna radość życia , inny wymiar znajomości, całkiem inne podejście do spraw codziennych i otaczającego świata. Czasami trzeba dostać solidnie w dupę żeby zrozumieć po co się żyje na tym świecie. I z tą myślą po kolejnym wieczorze, w którym się jak zwykle obijałem, ide spać. Teraz czas na odrobinę muzyki i ucieczki w marzenia ,separację i izolację :) A jutro znów do pracy... i znów wieczór.. i poranek.. kolejnego dnia ! Zdrowie ! :D

Komentarze  2 komentarze  Trackback  Trackback

Microsoft ustrzelił Longhorn Reloaded :)

02 czerwca 2007, 11:45:29 Kategoria: Ogólne , Oprogramowanie

Stało się dokładnie tak jak przepowiedziałem w poprzednim wpisie. Zaraz po narobieniu szumu wokól systemu opartego na jednej z wczesnych wersji Longhorna, który chciała rozwijać grupka entuzjastów, Microsoft odpowiednio nastawił grupę do dalszej pracy :D :D

Komentarze  2 komentarze  Trackback  Trackback

Longhorn Reloaded - co to takiego ?

26 maja 2007, 17:08:07 Kategoria: Ogólne , Oprogramowanie

Longhorn Reloaded to modyfikacja wersji alpha systemu Windows wypuszczonego pod nazwą kodową "Longhorn" w wersji - 6.0.4074. System tworzony jest przez grupę fanatyków (14 latka,17 latka i paru innych :D) i ma za zadanie kontynuacje wersji 6.0.4074, która wg. nich była tworzona w dobrym kierunku i zarzucona niesłusznie. Systemu nie testowałem. Jest dostępny na oficjalnej stronie projektu. Osobiście uważam że jego żywot skończy się tak szybko jak jego powstanie, a czas którzy twórcy poświęcają na modyfikacje, mogliby przenaczyć na coś innego. W longhorn reloaded nie zarzucono nawet nazewnictwa. Wszędzie widnieje nazwa i loga Microsoftu, i o ile pierwsze opinie wydane przez przedstawicieli M$ są bardzo wyważone i łagodne, to w miare jak Longhorn reloaded stanie sie popularny, wtedy szybko zniknie ze sceny i podzieli los taki jak np. kiedyś projekt Rhapsody.. Twórcy kwestię legalności zbywają stwierdzeniem że 6.0.4074 to już abandonware i nic M$ do tego :D. Jakież dziecinne tłumaczenie... Mimo wszystko wypróbuję to tylko jak wrócę do domu :)

Dla zainteresowanych:

Komentarze  1 komentarz  Trackback  Trackback

Piraci z Karaibów - Na krańcu świata

26 maja 2007, 16:49:23 Kategoria: Ogólne , Rozrywka

Wczoraj miałem okazję obejrzeć trzecią już odsłonę Piratów z Karaibów o wymownie brzmiącej nazwie - "Na krańcu świata". Osobiście uważam że film jest już mocno przesadzony. O ile całość zaczyna się bardzo nastrojowo i ciekawie. A sama pieśń śpiewana przez skazańców przyprawia o dreszcz emocji, o tyle potem jest już bez rewelacji. Momentami w kinie niektórzy nawet zaczęli ziewać. Głównym minusem tej produkcji jest bardzo słaby scenariusz. Autorzy chcieli w tej części zmieścić wszystko co pirackie, tak że czasami wychodzi chaos i masa niepotrzebnych wątków, a już scena w Luku Davy'ego Jonesa to kompletne przegięcie. Ludzie przecierali oczy ze zdumienia jak tysiące krabów zapieprzało z czarną perłą na grzbiecie. Jestem pewien że twórcy filmu przednio się bawili wypuszczając "Na krańcu świata". Na nieszczęście dla widzów wyszło to tak umiarkowanie. To nie jest już ten humor co w pierwszej czy nawet w drugiej części. Zdecydowanie czegoś brakuje. No ale... nie czepiajmy się. Sam film jest dopracowany w 100% od strony technicznej jak i wizualnej.Zakończenie też jest całkiem przyjemne, chociaż można odnieść wrażenie, że zostało tak skonstruowane, że w razie jakby opinie o tej części byłyby w większości pozytywne, to zakończenie pozostawia furtke do części 4 :). Całości dopełnia rewelacyjna ścieżka dźwiękowa( niektórzy uważają że zbyt pompatyczna - mi sie podoba) i charakterystyczny temat. Mimo wszystko, jeśli nie jesteście zdecydowanymi fanami filmów o piratach to bilet do kina polecam przeznaczyć na co innego, a sam film obejrzeć kiedy indziej na DVD, bo nie jest to nic nadzwyczajnego. Ot produkcja wypuszczona na bazie sukcesów poprzednich części. Nie do końca udana...

Komentarze  24 komentarze  Trackback  Trackback

Ubuntu Feisty Fawn - Znowu porażka...

18 maja 2007, 00:16:21 Kategoria: Ogólne

Jak wcześniej pisałem, postanowiłem dać szansę Ubuntu Feisty Fawn, słysząc że wiele dobrego sie dzieje w tej dystrybucji, od wydania pierwszej edycji. Na początku rzeczywiście byłem ujęty powierzchownym dopracowaniem systemu. Ładny wygląd, automatyczne aktualizacje. Wszystko wyglądało tak jakoś profesjonalnie. Do czasu kiedy zacząłem na poważnie używać tego systemu do najzwyklejszych czynności. Pierwsze to zainstalowałem WINE. Instalator utworzył mi przydatne linki w menu startowym i w preferencjach systemu. Trzy dni później te pozycje menu magicznie ... zniknęły. Cóż przebolałem to. Zainstalowałem sobie dla próby Flasha 8 i Fireworksa 8. Obydwa programy instalują się bez większych problemów. Gorzej z wydajnością. Chodzą w sumie o połowe wolniej co odpowiedniki windowsowe. No ale to również da sie przeboleć. W końcu wymienione programy zostały napisane dla Windowsa. Cyrki zaczęły się później. Mam dwie karty dźwiękowe. Obydwie to stare soundblastery 128 PCI. Oczywiście Ubuntu wykrył mi je bez problemu. Cuda nad monitorem zacząły sie dopiero jak zapragnąłem zmienić domyślne ustawienia dla karty która miała być przewodnią w systemie. Zacząłe sie loteria. Jednego dnia jak włączałem Ubuntu to główną kartą była jedna z soundblasterów, nastepnego dnia druga. I tak w kółko. Nic to. Zachciało mi sie ogląać film na DVD. Raz że na pięciu programach wogóle to nie było możliwe, to jak już jakimś cudem udało mi sie uruchomić film na DVD, to połowa działała na jednej karcie dźwiękowej, a połowa na drugiej. Zacząłem być zły. Kolejnego pięknego dnia zaczęło mi sie krzaczyć Evolution. Nagle zaczęły wyskakiwać mi jakieś dziwne komunikaty, mimo że poczta sie odbierała i wysyłała. To też byłem w stanie znieść. Pomyślałem o instalacji Opery. Był to błąd. To jak ten program działa na ubuintu - to woła o pomste do nieba. Niedość że pożera znaczną częśc zasobów to jeszcze, jest przeraźliwie wolna, nie zapamiętuje logowania na joggerze, rss-y działają strasznie topornie, i ogólnie tragedia. Jedym słowem po dłuższej walce z linuksem, poddałem się i wróciłem do mojej niebieskie windy. Windows XP jest jaki jest ale przynajmniej nie zdarzają sie cuda przed monitorem. Dla mnie Ubuntu to pomyłka. Twórcom tego systemu polecam testoweanie tego produktu w taki sposób; przed każdą nową odsłoną niech dadzą płytke kompletnym nowicjuszom i niech notują przeszkody na jakie oni napotkają. Wtedy ten system ma szansce coś zawalczyć... Takie jest moje subiektywne zdanie. Prawda jest taka że wole zainwestować te kilkaset złotych w Windowsa niż mieć za darmo Ubuntu.. przynajmniej narazie.

Komentarze  5 komentarzy  Trackback  Trackback

Triale do CS3 już są !

09 maja 2007, 18:05:14 Kategoria: Internet , Ogólne , Oprogramowanie

Pojawiły się wersje 30 dniowe najnowszych pakietów graficznych Adobe. Polecam szczególnie oczywiście Flash-a i Fireworks-a. Dużo zmian w obu programach. W tym pierwszym praktycznie rewolucja.No i Action Script 3. Będzie się czego uczyć :/ . Poniżej szybkie linki: Teraz trzeba jeszcze sprawić aby to działało na linuksie :D . Szczególnie Fireworks CS3.

Komentarze  Dodaj komentarz  Trackback  Trackback

Moja przygoda z Ubuntu Feisty Fawn

09 maja 2007, 17:57:36 Kategoria: Ogólne , Oprogramowanie

Moje ostatnie poważne podejście do Linuksa to była pierwsza odsłona Ubuntu. Pamiętam - z głupa zamówiłem 10 płytek na stronie producenta, kiedy jeszcze mało kto o tym wiedział. Byłem bardzo zaskoczony gdy pewnego pięknego dnia 10 ładnych krążków wylądowało na moim biurku. Wtedy kilka sprzedałem na allegro, po 10 zł (!!) każda a resztę rozdałem znajomym. Idąc za ciosem zamówiłem kolejne 50 z myślą o ubiciu interesu na aukcjach, jednak popularność ubuntu wzrastała i płytki nie schodziły już tak dobrze. Zmieniłem taktyke i rozdałem wszystkie 50 płytek w szkole :). Potem sam zacząłem testować ten system. Doprowadził mnie do białej gorączki. Dyski sie nie montowały automatycznie przy starcie. Mp3 sie nie odtwarzało. DivX nie działały. Tekstowa instalacja. Chaos na forach. Ludzie odsyłali do wątków w których było wytłumaczone jak instalować biblioteki do mp3, z tymże po kilku dniach była aktualizacja repozytoriów i część poradników była przestarzała. Po kilku dniach wywaliłem ten system ze złością aby nie dać mu już więcej szans. Jeszcze żaden linux wtedy nie był dla mnie tak toporny. Od tego czasu bawiłem sie jeszcze tylko PC-Linux Os, aż w końcu zarzuciłem linuksa całkowicie. Do przedwczoraj. Zerknąłem na stronkę WineHQ i patrze a tam Fireworks 8 śmiga na Ubuntu Feisty. Czym prędzej zasysam najnowsze Ubuntu. Wkładam płytke do czytnika. No i patrze i patrze. Bootloader graficzny, ładnie. Piękny pulpit, temat , ikon. Przyjemnie. Instalka na pulpicie. Rewelacja. 7 kroków, import profilu z Windy. Kurde , siódme niebo. Instalacja trwała jakieś 20 minut. Mogli jeszcze tylko dokładniej wyjaśnić proces instalowania gruba, bo bym sobie o mało co nadpisał MBR na głównym dysku. Na szczescie tylko musiałem pogłowić sie ile to jest hd0 czy to jest to samo co hda1? Dobrze że to rozgryzłem. Żółtodzioby napewno miałyby problem. Uruchomiłem mojego Ubuntu. Rewelacja. Automatyczne aktualizacje. Ciekawy menedżer repozytoriów. Automatyczna instalacja spornych kodeków. Kurde .. to nie może być Ubuntu :D. Zainstalowałem winiaka, zainstalowałem Fireworksa, skonfigurowałem sobie środowkisko bezproblemowo i mam całkiem fajny system. Tylko niech jeszcze zrobią coś z tym Gnome. Dalej jest to środkowisko w pewien sposób bardziej utrudniające życie niż ułatwiające.Dobrze że jest szybsze niż KDE, ale jak zrobić taką prostą rzecz jak skrót do folderu na partycji NTFS ? Tylko przez konsole za pomocą "ln" ? Przecież to taka podstawa a tego dotąd nie rozwiązali... , duży minus... , ale może sie myle. Przecież o Ubuntu wiem tyle co nic :) Będe dalej go zgłębiał. Jest już przyjemnie, a pomyśleć co będzie np. za rok. Ciepły dreszczyk mnie przechodzi.

Komentarze  13 komentarzy  Trackback  Trackback

Adobe Fireworks 8 - działa na Ubuntu !

07 maja 2007, 03:42:50 Kategoria: Ogólne

Przyznam się że troche przespałem to co sie dzieje ostatnio w światku linuksowym. Natomiast dzieje się wiele. O ile fakt pojawienia się nowego Ubuntu nie zrobił na mnie wrażenia, bo już wcześniej dystrybucja ta strasznie działała mi na nerwy, o tyle niezaprzeczalny fakt działania Fireworks 8 na Wine zainteresował mnie niebywale. Jak widać chłopaki z WineHQ, nie obijali się w przeciwieństwie do kolegów z Codeweavers, i aktualnie jesteśmy w stanie bezproblemowo zainstalować i uruchomić Adobe Fireworks 8 za pomocą Wine na systemie operacyjnym Linux. Ja do testów użyłem najnowszego Ubuntu Feisty Fawn. Zainstalowałem Wine, odpaliłem instalator Triala dla Fireworks 8 i po kilku chwilach miałem zainstalowane Adobe Fireworks na moje świeżej dystrybucji. Program działa bezproblemowo. Czasami szybciej, czasami wolniej niż na Windows XP, ale z pewnością nadaje się już do poważnej roboty. Jedyne niedogodności jakie zauważyłem to to że po aplikacji filtra, nie możemy na niego kliknąć ponownie, oraz przy edycji ustawień danego efektu poruszenie okienkiem dialogowym spowoduje zamazanie całkowite okna. Więcej błędów narazie nie stwierdzono. Zaleca sie zainstalowanie czcionek windowsowskich wczesniej. Na zachęte zrzut ekranu.

Komentarze  Dodaj komentarz  Trackback  Trackback


Portfolio Email